Play wista

kursor myszki

13.09.2015

Rozdział 4

I jak wam się podoba rozdział? Wiem, nie jest idealny i strasznie długo na niego czekaliście. Szczerze to zapomniała o tym blogu oraz o tym, dlaczego pokochałam Dary Anioła i za to bardzo przepraszam. Teraz w miarę możliwości postaram się kontynuować tę historię. Ale proszę was o jedno. Piszcie w komentarzach swoje pomysły na kolejne rozdział i to, co chcielibyście, aby się w nich znajdywało. W najbliższych dniach postaram się stworzyć dwie strony na tym blogu. Mianowicie:

1. Gdzie będą umieszczone ogólne opisy rozdziałów, które zniknęły.

2. Strona gdzie będziecie mogli umieszczać swoje pomysły na kolejne rozdziały. 


Obecnie proszę, abyście umieszczali te pomysły pod nowymi postami. Jeśli będą już aktywne te strony to dam znać. ; -p



Życzę miłego czytania. 
paulina patrycja
♥♥♥




Kiedy byliśmy już na parkingu przed szkołą, postanowiłam ponownie spróbować się wyszarpać. Udało się! Chłopak zatrzymał się i odwrócił do mnie.

- Co znowu?! - Warknął.

- Jace, co ty wyprawiasz?! - Zrobiłam groźną minę.

Zaczęłam masować nadgarstek, za który mnie trzymał w stalowym uścisku. Spojrzałam na niego i okazało się, że mam lekkie zaczerwienienie.

Blondyn otworzył usta, aby coś powiedzieć, po czym je zamknął. Boże, ale on jest wnerwiający!

- Mów! -Ponagliłam chłopaka.

- Clary... - Spuścił wzrok. Nie, nie dam się JEMU! Udaje skruszonego i niewinnego. To taki Ygg. - Ja...

- Nie udawaj idioty, tylko mów.

Chłopak westchnął i zaczął wyłamywać sobie palce. Wyglądało to, jak by walczył z czymś w środku. Podniósł na mnie wzrok. W jednym momencie stał się taki pewny siebie. Boże ten człowiek bywa taki zmienny.

Nagle zawiał wiatr i rozwiał jego blond włosy. Widok zapierał dech w piersiach. Przeczesał palcami czuprynę.

- Tak naprawdę to nie mam pojęcia...

- Nie kłam! - Przerwałam mu. - Tylko mów. Chyba zasługuję na to!- Głos zaczął mi się łamać.

Złagodniał mu wzrok. Można by pomyśleć, że lubię wizerunek miłego Jace'ego. Złotooki podszedł do mnie i mocno przytulił, owijając mnie swoimi silnymi ramionami. Coś musiało mi się nienormalnego stać, ale czuję się bezpieczna w jego ramionach.

- Clary, dużo życzy, się zdążyło wydarzyć. - Spojrzałam na niego, nie będąc pewna, co ma na myśli. - Ale nie tutaj. - Mówiąc to, rozejrzał się do około.

- Jace! - Warknęłam.

- Wszystko ci wyjaśnię, ale tutaj. - Dostrzegłam, że mówi to szczerze. Słychać było to w jego głosie i widać w oczach.

- To gdzie?

- Clary...

- Żadnej Clary! Chcę tylko znać prawdę. - Byłam już na skraju łez.

Chłopak westchnął. Pewnie ma mnie już dość. Nie zdziwiłabym się, gdyby tak było. Każdego wnerwiam po krótkim czasie. Nie liczni ze mną wytrzymują. Ci to z reguły moi przyjaciele. Nie wiem, czy GO MOGĘ do nich zaliczyć. Wątpię.

Chwycił mnie za ramię i pociągnął w stronę samochodu. Znów chciałam się mu wyrwać, ale odpuściłam. Wiedziałam, że nie mam z nim szans. Ma na dumna wszelką przewagę. To kolejna rzecz, której w nim nienawidzę.

Wepchnął mnie na przednie siedzenie sąsiadujące z kierowcą i zamknął drzwi. Chciałam wyjść, ale okazało się, iż zamknął drzwi od mojej strony. Zaczęłam przesiadać się na kolejne siedzenie, aby tamtędy wyjść, ale chłopak zdążył już dojść i je otworzyć chcąc wsiąść. Kiedy mnie zobaczył, roześmiał się w niebo głosy.

- Myślałaś, że uciekniesz wielkiemu Jace'owi Herandale? - Mówiąc to, śmiał się dalej, a ja siedziałam, jak bym była kamieniem. - Kochanie, jeśli sądziłaś, że mi uciekniesz, to się grubo mylisz.

- Nie jestem żadnym twoim kochanie. Rozumiesz?!

Dlaczego ten plant musi mnie torturować ta swoją gębą? Naprawdę mam jej już dość. Gdziekolwiek się nie obejrzę, tam jest ten idiotą!

- Płomyczku, po co te nerwy? A teraz zjeżdżaj na swoje miejsce. A i nawet nie myśl o ucieczce. - Zaczęłam się przesuwać na swoje miejsce. A ten siadać przed kierownicą. - Nie wyjdziesz. - W tym momencie poczułam się, jak by chciał mnie porwać. Mam nadzieje, że nie okaże się seryjnym mordercą. Chociaż na takiego nie wygląda, ale nigdy nie wiadomo co w trawie piszczy.


***


Po pół godziny jazdy w ciszy i moich dwóch nie uwolnić ucieczkach ten idiotą wreszcie się zatrzymał na światłach. Może to dziwne, ale od razu rozpoznała to skrzyżowanie. Kiedy pojawiło się zielone światło, a na ulicach odzież było pusto, Jace ruszył, ale ja szybko chwyciłam kierownicę i skręciłam w prawo.

- Co ty wyprawiasz?! - wydał się na mnie chłopak. Nie przejęłam się tym zbytnio, bo się udało. Nareszcie coś idzie po mojej myśli.

- Chcę jechać do domu! - sprostowałam.

- Jaja sobie ze mnie robisz?! Wiesz, co mogło się stać?!

- Wyluzuj- Mruknęłam pod nosem.

- Nie pojedziemy do domu!

- Nie będziesz mi rozkazywać! Co mam robić a czego nie! Jestem już duża! - miałam ochotę go udusić. - Poradzę sobie. - warknęłam.

- Już to widzę. - Powiedział podświetlana się.

- Co masz na myśli?

- No wiesz. Ty jesteś trochę, no wiesz, - powiedział to ledwie na mnie patrzeć, a w jego głosie było słuchać lekkie obrzydzenie, niedowierzanie i mnóstwo arogancji oraz wymigiwania się. - a ja. - Tu była raczej duma i podziw własnej osoby. Miałam ochotę go porządnie walnąć w nadziei, że odzyska trochę mózgu.

- Jesteś... Ygg! Mam cię po prostu dość! - Ryknęłam.

Kiedy byliśmy niedaleko mojego celu, uśmiechnęłam się triumfalnie. Wiedziałam, że gdy skręci w tę ulicę, nie będzie miał odwrotu i będzie musiał przejechać prędzej czy później obok mojego domu. Czyli jednym słowem wygrałam! Po kilku sekundach zaczął ujawniać się dach. Wszędzie bum go rozpoznała. Z każdą sekundą, gdy się do niego zbliżaliśmy, moje oczy rozszerzały się coraz bardziej. Nie mogłam uwierzyć w to, co widzę. Mogłabym przysiąść, że połowa mebli jest w strzępach porozrzucana po podwórku.

Jeszcze Jace nie zdążył zatrzymać samochodu, a ja wyskoczyłam z niego niczym piorun z jasnego nieba. Szyby w oknach zostały w większości porozbijane, a drzwi zostały wyważone. Ich szczątki leżały na schodach.

Nagle ktoś złapał mnie za amię i pociągnął do tyłu. Automatycznie krzyknęłam.

- Ucisz się — Warknął mężczyzna za mną. Kiedy stanął przede mną, okazało się, iż to jest Jace. - i zostań tu. - Polecił, a w sumie to rozkazał. Miałam ochotę odpowiedzieć mu jakże znanym "chał". Ale się z trudem powstrzymałam.

- Już to widzę. - Mruknęłam i podbiegłam do chłopaka, który zdążył przekroczyć próg domu.

- Mówiłem, abyś została tam! - I po co te nerwy? W odpowiedzi tylko prychnęłam.

- I sądziłeś, że cię posłucham? - Spytałam zdziwiona.

Usłyszałam, jak wkurzony jeszcze coś mruczy pod nosem. Nagle usłyszałam, jak coś w jednym z pokoi na górze się przewraca. Jace ręką zgarnął mnie za swoje plecy.

- Trzymaj się blisko. - Przewróciłam oczami.

- Oczywiście mój bohaterze.

Chłopak westchnął teatralnie.

- Wiedziałem, że jestem niczym super bohater. Ale dlaczego ty to dopiero dostrzegłaś?

- Och zamknij się. - Walnęłam go w ramię.

- Chciałabyś.


Znów dotarł do nas hałas z piętra. Tym razem blondyn stał się poważny. Wyciągnął jakąś metalową rurkę za paska spodni — Czy on cały czas ją tam miał?- i coś wyszeptał. Niestety nie zrozumiałam co. Metalowy przedmiot zaświecił i w mgnieniu oka ukazał się miecz. Pisnęłam z zaskoczenia.

- Mówiłem, abyś była cicho. - Pouczył mnie.

- Wcale nie.

- To mówię to teraz. - warknął.


Ruszyliśmy po schodach na górę. W połowie drogi na piętro blondyn się zatrzymał.

- Masz. - podał mi srebrny sztylet. Wytrzeszczyłam oczy na jego widok.

- Jace...

- W razie co możesz się obronić. - Przerwał mi. Zmarszczyłam brwi, nie rozumiejąc, o co mu chodzi.




Pamiętaj. Czytasz, komentuj! 

07.05.2015

Rozdział 2 :-(


Proszę, przeczytajcie to!!!


Mam do was ogromną prośbę.

Nie wiem, co się dzieje z moim telefon, ale zeżarł mi cały rozdział 2. Pewnie zauważyliście, że zniknął. ; -( Ok. Prośba mianowicie brzmi tak. Jeśli pamiętacie jakiś tekst lub cokolwiek z niego to napiszcie. Chciałabym postarać się go odtworzyć i z powrotem umieścić na blogu. 

Będę wam bardzo wdzięczna za pomoc!!!

PS. Oto jedyne co zostało z rozdziału 2.




Clary.



Nie wierzę. Czy on mnie śledzi? Jak nigdy niby nic, siedzi rozciągniętym na narożniku i głupio się uśmiecha. Dlaczego ją mam takie cholerne szczęście? Czym w życiu tak zgrzeszyłam?

- Śledzisz mnie? -pytam przerażona.

- A chciałabyś? - Pyta z żałosnym uśmiechem.

- W twoich snach. - Warczę.

- Skąd wiedziałam, że śnie o ognistowłosej piękności?

- Daruje sobie tę gadkę i mów.

-Dla ciebie wszystko ty mój płomyczku, ale nie wiem co mam mówić.

Spoglądać na niego jak na idiotę. Co z tym gościem jest nie tak?

- Jesteś aż tak głupi czy tylko na takiego pozujesz? - Pytam zdecydowanie za mało dobitnie.

- Nic mi na ten temat nie wiadomo. - Uśmiecha się szeroko, ukazując śnieżnobiałe zęby. - Ale z chęcią odpowiem na twoje pytania... O ile będą związane z moją niezwykłą osobą.
Piorunuje go wzrokiem.

- Och. - Wzdycha teatralnie, udając, że mdleję na jego widok.

- Bardzo zabawne. Ha, ha. Uśmiałem się jak, nie wiem. - Mówi kleszczach w dłonie.
Podchodzę do niego bliżej.

- Co ty tutaj robisz? Pytam poważnie... Włamałeś się do MOJEGO domu? - Dodaje po chwili.
Znam go niecały dzień, a już uprzykrza mi życie. Błagam, oby to było logiczne wytłumaczenie.

- Wiesz co? Zamiast gadania, po prostu dam ci to. - W połowie wypowiedzi zaczął szperać w kieszeniach krótki i spodni.

Po kilku sekundach podał mi kartkę. Od razu poznałam pismo mamy.



                     Clary wiem, że powinnam cię uprzedzić
                               lub przynajmniej zadzwonić,
        ale dowiedziałam się o tym po tym, jak wybiegłaś z domu.
                   Jace będzie u nas mieszkał przez jakiś czas.
                                  Dokładnie nie wiem ile.
                              To syn mojej starej przyjaciółki.
                                   Bądź dla niego miła.
                  Mówiłaś, że chciałabyś mieć starszego brata.

                                                                    Kocham cię, mama.




Pamiętaj. Czytasz, komentuj! 


05.05.2015

Rozdział 3.



Wiem, że długo czekaliście na ten rozdział. Mam nadzieję, iż wam się spodoba. Z góry przepraszam za jakiekolwiek błędy i za to, iż mi nie wyszedł.





Clary.



Budzę się z jękiem. Naprawdę z chęcią zostałabym cały dzień w łóżku. No, ale cóż nie ma tak dobrze. Wyplątuje się z pościeli i wstaję z łóżka. Szybko poprawiam cały bałagan i zerkam na zegarek. 6:50. No cóż i tak nie zasnę, a poza tym lekcje mam na ósmą więc pora coś ze sobą zrobić. Kierunek łazienka!

Wchodzę pod prysznic, odkręcam wodę i zaczynam mydlić ciało i włosy. Czy dzisiaj będzie lepiej? Czy ON w końcu sobie odpuści? Znam Jace'ego niecałą dobę, a mam go już dosyć. Odchylam głowę i czuje spływającą wodę po twarzy. To takie cudowne uczucie. Spłukuję pianę i jeszcze jakiś czas stoję bezczynnie otulona ciepłą wodą.

Wychodzę z kabiny i opatulam się szczelnie bawełnianym ręcznikiem. Robię na głowie turban z drugiego ręcznika i wychodzę z łazienki.

- Co ty tu do jasnej cholerci robisz?! - Warknęłam złowieszczo na blondyna opartego o framugę drzwi do mojej sypialni i przyglądającego mi się uważnie.

Chłopak jest ubrany w ciemny t-shirt, bluzę i spodnie. Do tego tenisówki za kostkę i lekko zmierzwione włosy. Można by pomyśleć, że jest idealny, ale nie dla mnie. Znam go wystarczająco długo, aby mieć odmienne zdanie.

- Stwierdzam, że ten widok zajmuje pierwsze miejsce na mojej liście. - Uśmiechną się i zaczął pocierać palcami brodę. - No chociaż ten ręcznik...

- Jace, wynoś się z tond! - Wypchnęłam go z pokoju i zatrzasnęłam drzwi.

Co on sobie myśli?! Kim on jest, że sobie na coś takiego pozwala?!

- Clary... - Zaczął chłopak.

- Wynoś się spod moich drzwi!!! - Wrzasnęłam, waląc otwartymi dłońmi o drzwi.

Dlaczego ON! Dlaczego ja musiałam trafić na niego?!






Podeszłam do szafy i wyjęłam z niej kremową sukienkę bez ramiączek i falbankami, pod biustem paskiem wyklejanym czarnymi diamencikami.
Do kreacji dobrałam sandałki na obcasie i dżinsową kurteczkę, a do dopełnienia całego wizerunku dobrałam szal. Weszłam do łazienki i zrobiłam odpowiedni makijaż i pasującą fryzurę.

Wychodząc z pokoju, chwyciłam, jak zawsze spakowaną torbę i rzuciłam ją po drodze na przedpokoju. Wchodząc, do jadalni zastałam tam tylko Jace'ego.

- Gdzie mama? - Rzuciłam do chłopaka, siadając naprzeciwko niego.

- Tam gdzie diabeł mówi dobranoc. - Uśmiechnął się, biorąc kęs kanapki.

Na jego widok odechciało mi się jeść.

- Wielkie dzięki. - Warknęłam i wstałam od stołu.

- Co ja znowu zrobiłem? - Odezwał się z pełnymi ustami. Coś okropnego.

Przewróciłam oczami i zaczęłam wychodzić z pomieszczenia. Boże dla czegoś mnie opuścił?! Jak ja mam z nim wytrzymać X czasu? Moje życie to jakiś koszmar.

- Nie musiałaś się tak dla mnie stroić. - Ten ironiczny głos nie da mi chyba nigdy spokoju.

Odwróciłam się powoli do niego ze słodkim uśmiechem.

- Wal się Herondale. - Warknęłam i ruszyłam w stronę drzwi wyjściowych, po drodze podnosząc torbę z podłogi.





Na dworze spotkałam mamę idącą w moją stronę.

- Clary? - Wydawała się zdziwiona moim widokiem. - Gdzie Jace? - Po chwili dodała.

Wzruszyłam ramionami.

- Mało mnie to obchodzi. - Prychnęłam.

- Clarisso!- Podniosła ostrzegawczo palec.

- No co! Mam już tego typa po uszy. - Wydusiłam. - Ten idiota myśli, że jest jakimś panem świata! - Nie wytrzymałam.

Rudowłosa wzięła głęboki oddech i spojrzała na mnie czule.

- Clary. - Zaczęła delikatnie. - Pamiętaj, że to tylko tymczasowe.

- Tymczasowe. - Prychnęłam. - Mamo to może nawet trwać latami!

Jocelyn zamknęła oczy. Wyglądało to tak, jak by ją coś bolało. Co ona przede mną ukrywa? Widzę i wiem, że czegoś nie chce mi powiedzieć.

- Porozmawiamy o tym później. - Stwierdziła, spoglądając na zegarek, na nadgarstku. - Za niedługo macie lekcje. Poczekaj tu, a ja pójdę po Jace'ea.

Uniosłam brew. Co to miało być? Nie zdążyłam jej o to zapytać, bo wparowała do domu. Nie zauważyła, że włożyłam sukienkę od nie pamiętnych czasów, ale jego brak! To jest jakiś obłęd!





Czekam na Jace'ea już dobre piętnaście minut. Dłużej tego nie zdzierżę. Ile można tam siedzieć? Ściskam pasek torby i ruszam do domu.

W samym progu dochodzą mnie dźwięki głosu mamy i JEGO.

- ... Proszę cię, pilnuj jej. - Głos kobiety jest dość zmartwiony. Aż chwyta mnie za serce.

- Obiecuję. - Odparł Jace i po tym głucha cisza. Słychać jedynie przelatującego komara.

Jace wyszedł z salonu. Chłopak zamarł na mój widok. Jego oczy się powiększyły i niemal usłyszałam, jak przełyka ślinę.

- Jak długo tu stoisz i ile słyszałaś? - Zapytał wystraszony.

Przypominał spłoszoną wiewiórkę. Ten widok chwycił mnie za serce i aż zrobiło mi się go szkoda.

- Praktycznie to nic. - Postanowiłam powiedzieć prawdę. Co się ze mną dzieje?

Jace odetchnął z ulgą i przeczesał dłonią włosy, po czym uśmiechnął się z ulgą.

- To co. - Zaczął. - Lecimy. - Oznajmił.

Nic mu nie odpowiedziałam, tylko od razu skierowałam się do jego samochodu i usadowiłam się na przednim siedzeniu pasażerskim.





Kiedy zajechaliśmy pod szkołę, okazało się, że jesteśmy przed czasem. W sumie z domu tu jest nie daleko. Najlepsze jest to, że ten blondasek nie doprowadził mnie do białej gorączki.

- Wyjaśnijmy sobie coś. - Zaczęłam. Chłopak spojrzał na mnie z tym swoim czarującym uśmieszkiem. Normalnie krew w żyłach zaczęła mi się gotować.

- Słucham cię mia bella. - Co z nim jest tak naprawdę nie tak! Do tego te oczy i uśmiech.

- Co z tobą jest nie tak? - Blondyn zaczął lekko chichotać.

- Nie gotuj się tak płomyczku, bo, się jeszcze nam tu zapalisz i wtedy będziemy mieli problem. - Jakim sposobem mówi coś takiego w taki czarujący i to TAK! - To jaką masz sprawę?

- Nie znamy się jasne? - Szybko i wprost wyjaśniam.

- Nie rozumiem. - Zmarszczył czoło.

On naprawdę jest tępy. Wiedziałam!

- Masz udawać w szkole, że mnie nie znasz. - Czy on się ze mnie śmieje? - Czy to jasne?

- Jak słonce kochanie.

- Nie nazywaj mnie tak! - Warknęłam.

Wysiadłam z tego "złomu"- jeśli Honda NSX jest takim samochodem, to tak. - i zaczęłam kierować się do wejścia głównego szkoły. Po drodze czułam na sobie spojrzenia innych. TO przez mój strój czy dlatego, że wysiadłam właśnie z samochodu tego kretyna?

Kiedy stałam przy szafce i przepakowywałam torbę, jej drzwi zamknęły mi się przed nosem. Nie musiałam się nawet odwracać, aby wiedzieć, że to...

- Erc, ciebie także miło widzieć.

- Fray! Ty masz spódniczkę! - Przewróciłam oczami i otworzyłam PONOWNIE moją szafkę.

- Dokładniej rzecz ujmując, to jest sukienka tępaku.

- Dla mnie jedno i to samo. O i jak ci się podoba moja nowa fryzura? - Zmarszczyłam brwi i się odwróciłam.

-WOW! - Przywarłam plecami do drzwiczek szafki. - A gdzie róż?

Chłopak pokiwał głową z zadowoleniem.

- Wiesz, bibuła szybko schodzi, a zwłaszcza jeśli mamcia jest fryzjerką. Wie o robić.

- Idiota z ciebie.

- Ale było warto. - Zlustrował mnie od stup do głowy. - Stwierdzam, że był warto. Maleńka powinnaś się tak częściej ubierać.

Zachichotałam jak nie ja.

- Wiesz, czy może... - I jak na zawołanie zza rogu wyłonili się Simon wraz z Mają. Czy on trzymają się za ręce? Co mnie ominęło?

Para podchodzi do nas z uśmiechami na twarzy. W żadnym stopniu nie przypominają siebie.

- Hej! - Powiedzieli razem. Moi przyjaciele zrobili misia, a ja wraz z Mają poszłyśmy w ich ślady.

- Coś ciekawego się działo? - Nie wytrzymałam.

- Bardzo. - Odparł tajemniczo Simon.

- Widzę. - Szepnęłam słodziutko do nich.

Wszyscy się roześmiali. Kontem oka dostrzegłam Jace'ego opierającego się o jeden z filarów mieszczących się na korytarzu. Jest tu taki samotny, mimo że stado dziewczyn bez przerwy próbuje do niego zagadać. On wszystkie odtrąca. Właśnie podchodzi do niego jedna z najładniejszych lasek w szkole. Jasycka Olsen. Szczupła, wysoka blondynka o idealnym ciele. Wszyscy chłopacy w szkole uganiają się za nią.

Widzę, jak Jace próbuje ją spławić, ale w momencie, kiedy napotyka mój wzrok zaczyna z nią filtować. Czy on próbuje wywołać we mnie zazdrość? Zaśmiałam się pod nosem na tę myśl.





Większość dnia w szkole minęła w spokoju. Nie spodziewałam się tego. Kiedy spotykałam Jace'ego na lekcjach lub korytarzach przebywał z Jas. Niestety jest w naszej klasie. No cóż, ja z reguły jej nie zauważam. Nie mam takiej potrzeby. Ale miło, że mój Jace znalazł sobie jakieś towarzystwo, które nie jest moją osobą.





Podczas lekcji angielskiego, na której siedzę niestety z Jace'em zaczął cicho wibrować jego telefon. Chłopak po kryjomu wyciągnął go z kieszeni i to tak, aby nauczyciel się nie zorientował. Po przeczytaniu wiadomości spojrzał na mnie z troską i z martwieniem.

- Jace? - Szepnęłam do niego delikatnie. - Co się stało?

Chłopak wziął głęboki oddech, zamknął oczy i kilkakrotnie otworzył buzię, aby coś powiedzieć.

- Pakuj się. - Oznajmił.

- Co?

- Pakuj się szybko. - Szepnął nakazująco i sam zaczął to robić.

Nie wiedziałam, o co mu chodzi, ale coś mi mówiło bym, go posłuchała. Mieliśmy szczęście, że siedzimy na samum końcu. Szybko wykonałam jego polecenie.

Kiedy nasze rzeczy były już spakowane, blondyn chwycił moją rękę i zaczął wstawać. Musiałam zrobić to samo. Nie miałam innego wyjścia. Jace zaczął ciągnąć mnie w stronę drzwi. W klasie zaczął panować chaos, ale mimo protestów nauczyciela wybiegliśmy z sali.



Wiem, że końcówkę kompletnie zepsułam! Błagam, wybaczcie to. 



Pamiętaj. Czytasz, komentuj! 




PS. Dlaczego tak mało komentarzy i wejść? 

23.04.2015

Liebster blog awards!!!

Naprawdę nie wiem co powiedzieć. Dziękuję za tę nominację  Shadow Hunter. Wogule się tego nie spodziewałam.

Dla przypomnienia: Nominacje są otrzymywane od innych blogerów, za „dobrą robotę". Jest dla blogerów o mniejszej liczbie obserwatorów. Należy odpowiedzieć na 11 pytań otrzymanych od osoby, która cię nominowała, dalej ty nominujesz 11 osób, oczywiście informujesz ich o tym oraz zadajesz 11 pytań. Nie nominujemy bloga osoby, która cię nominowała.


Pytania od Shadow Hunter:

1)Za co lubisz Dary Anioła?
- Tę serię książek pokochałam za to, że bohaterowie nie starają się ukrywać siebie, są otwarci i zawsze działają po swojemu. Oczywiście urzekła mnie historia Clary i Jace'ego. ♥Ale również cała akcja, która się tam toczy, jest niesamowicie wciągająca i nie pozwala oderwać się od dzieła Clare.

2)Jaka książka oprócz D. A jest twoją ulubioną?
♥ „Dary Anioła”
♥ „Trylogia Czasu”
♥ „Niezgodna”
♥ „Kroniki Obdarzonych”
♥ „Trylogia Cieni”
♥ „Klątwa Tygrysa”
♥,, Immortal City”
♥,, Saga księżycowa''
♥,, Poza czasem"

3)Ulubiona książkowa postać?
-Nie umiem wybrać ZA DUŻO!!!

4)Ulubiona potrawa?
-Kluski śląskie i pierś z kurczaka. ☺

5)Jesteś pesymistką/tą, optymistką/tą lub realistką/tą?
-Zdecydowanie optymistka. ;-D

6)Masz zwierzaczka?
-Mam rybki.

7)Masz rodzeństwo?
-Owszem mam brata i to znacznie starszego.

8)Masz inne pasje lub hobby ?
-Zdecydowanie pisanie.

9)Uprawiasz jakiś sport? Jak tak to jaki?
-Niestety nie mogę zbytnio. Ale lubię grać w siatkówkę i piłkę nożną.

10)Łatwo cię wnerwić?
-Nie sądzę. Ale zdarza się.

11)Jakie typy książek lubisz najbardziej?
-Na pewno literaturę młodzieżową, ale znajdzie się kilka pozycji zupełnie z innej bajki.


 Moje pytania:



  1. Książka, do której chętnie wrócisz?
  2. Książka, dobry film czy ploty z koleżanką, co wybierzesz?
  3. Film o którego obejrzeniu chcesz zapomnieć to…?
  4. Twoja pierwsza myśl po spojrzeniu rano w lustro to…?
  5. Czego Ci brakuje?
  6.  Największy życiowy sukces.
  7.  Trampki czy szpilki ?
  8.  Z domu nie wyjdę bez... 
  9. Gdybyś mogła przeżyć historie z książki/filmu w której książce/filmie byś zamieszkała?
  10. Ulubione miejsce do wyciszenia się to...
  11. Cola czy Pepsi?



Nominuję:



PS. Co tak mało komentarzy pod 2. rozdziałem? 

20.04.2015

Rozdział 1



Clary



Już od ponad godziny męczyłam się z matmą. Jakiś koszmar. Nigdy tego nie zrozumiem!!!! Dlaczego nie odrobiłam lekcji wczoraj? Westchnęłam głośno.

- Kto wymyślił te cholerne pierwiastki? - Mruknęłam pod nosem.- Poddaje się. - Jęknęłam i z bezradności oparłam się o oparcie krzesła.

Dlaczego nie mam starszego rodzeństwa? Może wtedy byłoby znacznie prościej? Oczywiście zakładając, iż rozumiał lub rozumiałaby matmę nie wspominając już o chemii. Wzięłam głęboki oddech i ruszyłam do szafy. Wyjęłam z niej różową bokserkę, jasne dżinsy ze specjalnie poprzecieranymi nogawkami oraz kurteczkę dżinsową.

Wparowałam do łazienki i błyskawicznie wykonałam poranną toaletę. Wiedziałam, że mam bardzo mało czasu więc postanowiłam tylko rozczesać moje rude loki.

Spod łóżka wygrzebałam tenisówki za kostkę, a szuflady stolika nocnego wyjęłam okulary przeciw słoneczne i długi naszyjnik z sową. Podobno przyniesie mi szczęście. Przynajmniej tak twierdzi mój przyjaciel Simon.

- Clary! Śniadanie! - Krzyknęła mama.

Ta kobieta zawsze ma wyczucie czasu. Szybko zgarnęłam książki z biurka i wrzuciłam do plecaka leżącego na łóżku. To chyba wszystko. Chwyciłam plecak i ruszyłam do salonu. Bagaż zostawiłam na kanapie i podeszłam do części jadalnianej. Przy stole zastałam mamę i Luka jedzących kanapki. No tak dziś czwartek. Wujek Luk pomaga mamie z przyniesieniem płótna. Nie rozumiem, dlaczego nie są razem. Widzę, że coś do siebie czują, ale jednak...

Zajmuję wolne miejsce i chwytam leżącą z brzegu kanapkę. Mmm. Moje ulubione szynka, pomidor, ogórek i sałata.

- Dlaczego nie mam starszego rodzeństwa? - Zapytałam między kęsami.

Mama słysząc, to pytanie się zakrztusiła. Luke lekko poklepał ją po plecach. Kiedy na mnie spojrzała, w jej oczach widniała rozpaczy ból. Zresztą za każdym razem tak jest, jak poruszam ten temat.

- Clary już na ten temat rozmawiałyśmy! Masz już nie poruszać tego tematu! - No to się wkurzyła. Mam kłopoty?

Przewróciłam oczami i dzięki temu zerknęłam na zegarek. NO NIE! Za dwadzieścia minut zaczynają się lekcje. Automatycznie zerwałam się z miejsca, chwyciłam plecak z kanapy i wybiegłam z domu.





Kiedy dotarłam do szkoły, okazało się, że mam jeszcze ponad pięć minut. Pobiłam własny rekord! Od razu popędziłam do swojej szafki i włożyłam do niej plecak i niepotrzebne książki. Nagle pisnęłam, czując czyjąś dłoń na ramieniu.

- Nie wierzę Fray! - Odwróciłam się i zobaczyłam Erica. - Ty umiesz piszczeć jak dziewczyna?

- Bo nią jestem tępaku. - Puknęłam bruneta w czoło.

- Wątpię... - Po chwili namysłu dodał.- Nigdy nie nosisz spódniczek.

- No i?

- Uwierzę, jak zobaczę. - Wyszczerzył zęby w uśmiech.

Przewróciłam oczami.

- To, co Fray. Kiedy założysz tę spódniczkę?

- Jak twoje włosy staną się różowe. - Uśmiechnęłam się zadziornie.

- Wiesz co? Planuję dzisiaj krótką wizytę u fryzjera. Może wezmę twoją radę do serca. - Bardziej odchylił drzwiczki mojej szafki i zaczął przeglądać się w lusterku. - W sumie to nie źle byłoby mi w tym przeklętym róży.

- Powiadasz?

- Wiem, że mnie kochasz. Ja ciebie też! - Przybrał ton udawanego szloch i mnie mocno przytulił.

- A niby to ja jestem dziewczyną. - Szepnęłam przyjacielowi do ucha, a ten mnie jeszcze mocniej zaczął zgniatać.

Kiedy mnie puścił, zaczęłam głęboko oddychać. Eric to kapitan drużyny futbolowej. Niedawno wygrali mistrzostwa. Był tym przejęty przez miesiąc i stałą gadką była ta wygrana. Myślałam, że się powieszę albo jego. Tamten miesiąc był jakimś koszmarem.





Gdy weszłam do sali nie było jeszcze nauczyciela historii. Idąc do swojej ławki, zmarłam w połowie drobi. Jakiś blondynek siedzi rozciągnięty na moim miejscu! To jakiś żart? Zbieram się w sobie i pewnym krokiem podchodzę do niego i kładę książki na SWOJEJ ławce.

Chłopak podnosi wzrok i uniósł brwi. Jego złote oczy zaczynają mi się uważnie przyglądać.

- To moje miejsce. - Szybko wyjaśniam.

Blondyn uśmiechnął się zadziornie i jeszcze bardziej rozłożył się na krześle. Ręce skrzyżował za głową, a długie nogi wyciągnął do przed siebie.

- I co teraz zrobimy? - Zapytał dość arogancko. Wiedziałam, że nie obchodzi go moje zdanie. - Mi tu się bardzo dobrze siedzi. - Oznajmił i na koniec dodał głupi uśmieszek.

- Więc tak. TY wstaniesz i się przesiądziesz do innej ławki. - Mówiąc, to chwyciłam jego rzeczy leżące na blacie i przełożyłam na sąsiadującą ławkę. - To chyba najlepsze rozwiązanie. - Powiedziałam, najmilej jak umiałam i dodała najsłodszy uśmiech, na jaki mnie stać.

Chłopak zmarszczył czoło i zmrużył oczy. To wyglądało tak jak by próbował mnie rozgryźć. Ja natomiast w odzewie posłałam mu jadowite spojrzenie.

- Nie tak szybko malutka. Najpierw potrzebna jest zachęta. Nie uważasz?

Zachęta! Czy ten idiota robi sobie ze mnie jaja? Coś we mnie zaczęło się gotować i tylko odrobinę brakowało przed tym, abym wybuchła. Wzięłam kilka głębokich, uspokajających oddechów. Nic to nie pomaga!

- To milczenie uważam za zgodę.- Zaczął nad czymś myśleć, a przynajmniej to tak wyglądało. - Jace'euś chce buzi. - Ostatnie zdanie wypowiedział dość słodko, dotykając swojej wargi palcem wskazującym prawej ręki. Czyli to tak ma na imię tę blondyn. Jace. Pierwszy raz słyszę takie imię.

Nie wierzę. Czara się przelała! Oparłam dłonie płasko na ławce i się nachyliłam. Chłopak uformował usta w rybkę. Normalnie ten dzień robi się coraz lepszy. Wzdrygnęłam się na dźwięk dzwonka oznajmującego koniec przerwy.

- Posłuchaj. - Zaczęłam ostro. - Nie mam dziś chęci ani nastroju na takie gierki. Więc z łaski swojej niech Jace'euś przeniesie swój zadek na inne miejsce. - Jednak po chwili dodałam. Strasznie słodki. - Proszę. - Dla dopełnienia efektu zatrzepotałam rzęsami.

Po chwili ten idiota przesiadł do ławki znajdującej się tuż za moją, zabierając po drodze rzeczy z innej. Usiadł na miejscu, które zajmuje z reguły Simon. Wreszcie usiadłam na miejscu i otworzyłam zeszyt. Nawet nie zauważyłam, kiedy wszedł nauczyciel.

- Dobra! - Zaczął mężczyzna. - Otwieramy zeszyciki i zapisujemy. - Ten facet bez przerwy mówi do nas jak do jakiś dzieci. - Przebieg wojny Secesyjnej...

- Płomyczku pożyczysz mi długopis? - Z za moich pleców dobiegł głos Jace'ea. - Niestety nie mam czym pisać. - Wydawał się skruszony. Wiedziałam, że udaje.


- Och popatrz co za pech. Mam tylko jeden długopis.

- Oraz ołówek w tym zeszyciku.

- Odwal się od mojego ołóweczka i zeszyciku. - Warknęłam.

Zadowolona z siebie, przeniosłam spojrzenie na nauczyciela, który przygląda się mi i temu tępakowi. Nawet nie spostrzegłam, kiedy przestał mówić.

- Clary skoro jesteś dziś taka rozmowna to może powiesz nam coś o wojnie Secesyjnej.

- Ależ proszę pana. Jeszcze tego tematu nie było. Dopiero dziś go zaczynamy. - Odpowiadam przebiegle. Mam nadzieję, że mi odpuści.

- Przynajmniej powtórz to, co mówiłem.

Chwilę myślałam starając sobie przypomnieć cokolwiek. Nic nie zakomunikowałam przez tego blondaska, który zapewne uśmiecha się zadowolony z siebie.

- Przepraszam, ale nie jestem w stanie. - Już po mnie.

- A to niby dlaczego? - Bez przerwy czułam na sobie spojrzenia, wszystkich w okuł. Dlaczego zawsze ja?!

Przełknęłam ślinę i wzięłam głęboki wdech.

- Ponieważ kolega z ławki za mną bez przerwy mnie rozpraszał, przez co nie mogłam się skupić. - jeżeli ja mam mieć przechlapane u jednego z najgorszych nauczycieli to ON też.

- Kolega obok nazywa się...

- Jace, Jace Herandle. Nowy uczeń. - W okuł, usłyszałam kilka jęków zachwytów dziewczyn.

Mężczyzna mruknął coś pod nosem.

- No dobrze to, co pan wie na temat naszego tematu?

- Poza tym, że temat jest do bani? - Nauczyciel posłał mu ostrzegawcze spojrzenie. Jakoś nigdy nie mogę zapamiętać jak się nazywa. - No więc Wojna secesyjna to wojna, która miała miejsce od 1861-1865 w Stanach Zjednoczonych Ameryki, pomiędzy stanami wchodzącymi w skład Stanów Zjednoczonych i Skonfederowanymi Stanami Ameryki, które wystąpiły z Unii...

Szczęka mi opadła. Skąd on to wie.

- Wystarczy. Dalej nie zdążyłem dość.

Resztę lekcji starałam się uważać. Nic kompletnie nie zaczaiłam. Naprawdę się starała, ale nic z tego.

Okazało się, że resztę lekcji również mam z Jace'em. Starałam się go omijać, jak tylko mogę. Chyba się udało. Szkoda, że Maia i Simon są dzisiaj na wycieczce. Niestety nie starczyło miejsc, abym mogła się zapisać. Jam to mam zawsze pecha! Po prostu czasem zadziwiam sama siebie.






Będąc już pod domem, dostałam fotkę od Erica. Na zdjęciu ma różowe włosy! Nie wierzę! Jednak to naprawdę zrobił! Szlag! Oznacza to, że muszę jutro założyć na siebie worek! No nie! Jęknęłam cicho. Kiedy wchodziłam na teren domu, zauważyłam samochód stojący pod garażem. Nie należał do mamy anie Luke'a. Gdzieś go już widziałam. To jest dziwne. Mama kończy pracę za jakieś dziesięć minut, a jej samochód jest w naprawie. Odbiera go dopiero jutro.

Wyjęłam z plecaka kluczę, otworzyłam drzwi i weszłam do domu. Na przedpokoju wisiała jakaś męska kurtka. Pewnie mamy gości? Nie, a może? No cóż najsłuszniej będzie sprawdzić.

Rzuciłam plecak na podłogę i zaczęłam rozglądać się po pomieszczeniach. Kiedy dotarłam do salonu, zamarłam.

- No co tam płomyczku?




-----------------------------------------------------------------------------------------------------

I jak rozdział wam się spodobał? Uprzedzam, że strasznie często będę pisać z perspektywy Clary. Jeszcze nie wiem, jak często będę dodawać rozdziały. Zobaczy się. Mam nadzieję, że się nikt nie zawiódł. 


Pamiętaj. Czytasz, komentuj! 

18.04.2015

Prolog.



Biegłam przez las Idrys z małą Clary na rękach. Mój mały aniołek śpi sobie smacznie. Jest taka mała i delikatna. Nie mogę pozwolić, aby Valentine i ją dostał w swoje ręce. Nie mogę! To, co zrobił z Jonathanem, z moim synkiem to jedno, ale to na co chce narazić naszą córkę to zupełnie inna bajka. Jonathan urodził się już ... Nawet nie mogę wspomnieć tego słowa. To zbyt bolesne.

- Biegnij Jo!!! - Zza drzew wyłonił się Luke. Mężczyzna to wysoki brunet o szarych oczach, jasnej karnacji i umięśnionym ciele. Jest moim najlepszym przyjacielem i byłym parabati mojego "męża". Niestety podczas polowania został zadrapany i ugryziony przez wilkołaka. Coś strasznego.- Valentine wysłał swoich ludzi. Widziałem kilkoro z północy. - Poinformował mnie, kiedy biegliśmy ramię w ramię.

- Jak daleko są? - Muszę wiedzieć.

- Wystarczająco blisko, aby nas dogonić.

- Dokładniej Luke! - Nie wytrzymałam i z tego wszystkiego nerwy mi puściły.

- Niecałe pół mili. - Zamilkł na kilka sekund. - Przynajmniej tak było jakiś czas temu.

I jak mamy się stąd wydostać? Valentine nigdy nie odpuści. On zawsze musi dopiąć swego. Jak ja mogłam dopuścić do tego? Jak on sam mógł coś takiego zrobić. Val już za młodu planował wybawić nas od demonów i podziemnych, lecz teraz to się zmieniło. Potrzebna jest mu jedynie władza i Clary. Tak bardzo go kochałam i w sumie nadal kocham, ale nie mogę mu tego wszystkiego wybaczyć i wysłać w zapomnienie. To nie możliwe.

- Są coraz bliżej. - Oznajmił Luke. - Wyczuwam ich.





-----------------------------------------------------------------------------------------------------

Mam nadzieje, że Prolog wam się spodobał. Za jakiekolwiek błędy przepraszam. Dziękuję wam za te miłe komentarze pod pierwszym postem. : -D Mam nadzieję, iż was nie zawiodę. Jeśli tu będzie duże komentarzy, to rozdział pierwszy dodam jeszcze dziś. ; -)

Życzę wam udanego weekendu!!!.



Pamiętaj. Czytasz, komentuj! 

17.04.2015

Hej!!!



To jest już mój kolejny blog! Jakiś obłęd. Ta historia siedzi mi w głowie od dłuższego czasu. Drugiego blogu Dary Anioła — Inna Historia jeszcze nie zakańczam pomimo jego zawieszenia (nie mam pojęcia na jak długo) chcę spróbować sił w innej historii naszych kochanych bohaterów. Mam ogromną nadzieję, że wam się spodoba. Trzymajcie kciuki.




                                                      Niebezpieczeństwo
                                                                  *
                                    Niewiedza tego, kim się tak naprawdę jest.
                                                                  *
                                               Co się zdarzyło przed laty?
                                                                  *
                                                        Kim ON jest?
                                                                  *
                                        Co się kryje za jej drugim obliczem?
                                                                  *
                                          Czy prawda ujrzy światło dzienne?
                                                                  *
                                                            Pamiętaj:
                                                                  *
                                          Historia zawsze może się zmienić.



             Pamiętaj. Czytasz, komentuj!